Wiadomo, że i sobotnia i niedzielna obraca się w to samo, czyli w - jak mawiają południowo amerykańscy Indianie - guano. Delikatnie mówiąc.
O dylematach związanych z pracą i czasem wolny pisałem całkiem niedawno tutaj.
Kamyczek do ogródka od Shrew, czyli "Nie pracuj w dni wolne".
Zgadzam się z tezą, że można powiedzieć sobie STOP, i że:
Właściwie każdy może. Jeśli tylko przyjmie do wiadomości, że świat świetnie sobie radzi i będzie radził bez niego. I że nie można robić wszystkiego.Tylko co zrobić, jeśli dostaję cynk w piątek wieczorem, że wstępne opracowanie ma być przekazane w poniedziałek. RANO!! :)
Czy już jestem TYM-KTóRY-DAł-SOBIE-WEJść-NA-GłOWę ?





7 komentarze:
Sorry Battoy ;-)
Niestety ja od paru lat mam srednio 1 weekend w m-cu wolny ;-)
[ART]
Zacznijmy od tego, że piątek wieczorem, to jest już po pracy. Jeśli ktoś twierdzi, że masz coś oddać w poniedziałek rano, to zapytaj, kiedy masz to zrobić, skoro w sobotę i niedzielę nie pracujesz? Krótka piłka.
Tak, to jest trudne, ale trzeba nauczyć się sztuki odmawiania i uświadamiania ludziom wokół, że szanujesz siebie i swój czas.
Dzisiaj ludzie nie zawracają mi głowy bzdetami w sobotę, bo wiedzą, że ja i tak mam to gdzieś i zajmę się tym dopiero w poniedziałek o 9.
Więc albo czekają do poniedziałku i myślą, że chyba oni też powinni sobie zrobić wolne (w końcu i tak nic nie załatwią) albo znajdują innego jelenia, który im to zrobi w sobotę.
Przy czym bycie nie-jeleniem czasami oznacza brak zlecenia, ale... zauważam taką tendencję, że poważni zleceniodawcy dobrze płacą i sami odpoczywają w dni wolne.
Ci, którzy pracują w dni wolne, zwykle są bardzo nerwowi, kapryśni, wydzwaniają o dziwnych porach dnia, myślą, że świat kręci się wokół nich, robią dużo szumu, a jak przychodzi do płacenia, to psioczą, że drogo i chcą ponownie rozmawiać o ustalonych wcześniej warunkach.
Dobrze rzecze Shrew.
Ale generalnie to trudny temat. Szczególnie jeśli nad jakimś pilnym projektem pracuje cały zespół - jak nie czuć się winnym, kiedy wszyscy zostają po godzinach, a ty asertywnie udajesz się na zasłużony wypoczynek? Masz do tego prawo. Ale i tak ci się oberwie...
Marta, to fakt. Wtedy może trzeba podejść inaczej np. pomyśleć o wpłynięciu na lidera zespołu (jeśli my nim nie jesteśmy), stworzeniu jakiegoś sojuszu - związku zawodowego ;) itp. Wiadomo, że zawsze znajdzie się jakiś wazeliniarz, który myśli, że jak będzie tyrał po godzinach, to ktoś go doceni.
Wierzę, że w każdym tkwi wewnętrzna potrzeba spędzenia czasu z rodziną albo z przyjaciółmi - to jest punkt, w który trzeba uderzać przy szukaniu sojuszników w zespole (zwłaszcza lidera!). Wtedy jest już tylko bunt na pokładzie i nikt nie podskoczy :D
Każdy ma taki work-life balance jaki sobie zorganizuje:)
Jeśli sami nie szanujemy swojego czasu nie wymagajmy tego od innych. Mi się też zdarza pracować w weekend, ale tak naprawdę gdybym się uparł i powiedział, że czegoś w weekend nie zrobię, to świat by się nie zawalił.
To czy mamy zdrowe podejście do pracy i czasu wolnego zależy przede wszystkim od nas.
Jest chyba też wpływ czynników zewnętrznych. Ja zauważam taką dziwną pochwałę poświęcania się bez reszty pracy. Podejrzewam, że wynika to z sytuacji gospodarczej w jakiej wielu z nas i naszych kolegów z pracy wyrośli. A raczej weszli w dorosłość. Mam na myśli rynek pracy, na którym łatwo stracić pracę i "wyścig szczurów", który na końcu uderza właśnie w zwykłych ludzi i ich styl życia.
Stąd nasuwa mi się wniosek, że to jak podchodzimy do pracy zleży w dużej mierze także od sytuacji gospodarczej.
Łatwo jest sie wmanewrowac w regularne pracowanie w domu, jesli sie nie ma wlasnych solidnych zainteresowan po godzinach, a gdy juz praca wlezie do domu - to trudno je zacząć mieć. I tym sposobem pracka ma doskonałe warunki by sie ponoszyc, łypać znad talerza i spod koca na kanapie w leniwe niedzielne popołudnie.
Prześlij komentarz